Turystyka-podróże - fotoreportaż Fotografia krajoznawcza - powrót  Wróc do strony głównej


 


Turystyka-podróże - fotoreportaz z wyprawy do Irlandii, okolice Dablina:
zamek Malahide, klify Howth, klasztor Glendalough, posiadłość i wodospad Powerscourt

Fotografie i opis - Sławomir Orłowski 2009


Wyruszamy z Dablina, po 2h jazdzie po kretych i waskich jak spageti serpentynach dojeżdżamy w koncu do Glendalough. Mistyczne miejsce gdzie Św. Kelvin w VI wieku otworzyl chrześcijańskie monastery i zaczal nawracać okolicznych pogan. Metody muszę przyznać miał innowacyjne. Klasztor był ogrodzony wysokim kamiennym plotem dającym poczucie fizycznego bezpieczeństwa a to nie były bezpieczne czasy i nocney napady bandy zloczycow były wtedy standardem. Zatem biedni mogli dostac schronienie i jedzenie w klasztorze Kevina pod 2 warunkami po pierwsze jeśli przekrocza jego mury pozostana przez 90 dni i musza dotykąć znaku krzyza wykutego w kamieniu. Jak wiesc niesie te 90 dni wystarczaly Kewinowi aby hardcorowego poganina przeobic na perfekcyjnego szczesliwego małego chrześcijanina.



Widoczna z daleka 30 metrowa wieza stojaca na terenie klastoru w szczególnie niebezpiecznych czasach pełniła role schronu, miała ona 6 pieter z drewnianymi podlogami, z pietra na pietro wchodzilo się poprzez wciagana drabine, odcinając tym samym dostep najezdzca od swojej cennej skóry, oczywiście nalezało zgomadzic odpowiednie zapasy żywności jeśliby okazało się że najeźdźca m sporo wolnego czasu. Na terenie klasztoru zachowala się też tzw kuchnia Św Kevina, katedra z XII wieku niestety dach nie ocala z podlogi przesunięto nagrobi aby turyści mogli spacerowac do woli. Cały obszar jest usłany nagrobkami nad którymi stoja celtyckie krzyze, wokół znajduja się 2 malownicze jeziora i szlak turystyczny wokół nich, urokliwe miejsce z bogata historia.



Irlandia zamkami stoi, nasz krótki pobyt w królwstwie Wikingów nie pozwolił nam niestety zobaczyć ich wielu. Więc wybralismy ten najbardziej znany położony blisko miasta. Malahide oddalony od Dablina 1h drogi lokalnym MZK jest idealnym miejscem na weekendowy wypad. Losy zamczyska sięgają XII wieku gdy Richard Talbot rycerz Henryka II w nagrode dostał zatoke i ziemie Malahide. Posiadłość pozostala w rękach rodziny przez 791 lat. Za 7.5E można obejrzec dom, dzis już odrestaurowany przez państwo które przejmuje co może z rąk prywatnych budując cud Irlandzki. Piękne sale bogato wyposażone wnętrza liczne portrety czonków i członkiń rodzniny z przestrzeni pokoleń. Zaiste wielkopański styl zycia mieli bogaci w tamtych czasach. W czasach niespokojnych, możni wraz z najbardziej niezbędna i zaufaną służbą zamykali się na noc w wiezy, gdyz nocna najazdy były normą. Najsłynniejsza i najbardziej tragiczna historia wydażyła sie w 1690 gdy 14 czlokow rodziny zgromadziło się na sniadaniu po czym wzieło udzial w bitwie pod Boyne gdzie wszyscy zgineli. Rodzina jednak prztrwala wszystkie perturbacje losu pozostając katolikami do XVIII wieku a była to religia zakazana. Czego nie przezyla to powstania niepodleglej Irlandia która obarczyla posiadłość takimi podatkami spadkowymi ze Rose Talbot (która odziedziczyla w 1975 roku posiadłość) sprzedala go państwu za 20mln i wynisla się do Tasmanii w Australii aby dalej. Cóż przetrwali wojny i wiele trudności losu ale opodatkowanie nowoczesnego pastwa okazalo się plaga najgorsza ze wszystkich i zadało ostateczny cios rodzinie Talbotow która tu mieszkala niemalże 8 wiekow.



Obok zamku miesci się tez muzeum kolejek miniaturowych i lalek. Nasyceni historia pieknymi wnętrzami kolo 17tej gdy slonce na Irlandzkim niebie było jeszcze wysko (tu się ciemno robi po 22giej latem) udaliśmy się do miasteczka Malahide i na plaze. Plaza o tyle interesujaca ze w dużej czesci trawiasta nad samym możem dopiero piaszczysta, kilka dni słonecznych w Irlandii pd rząd i temp powyżej 20C sa takim wypasem ze na plaży były tłumy. Dla nas woda była zimna, witerek znośny dopiero po zalozeniu kurtki, zaprawde niepojęte dla mnie było ze duzo tubylcow zażywało koppieli słonecznych w strojach kąpielowych. Niestety brak wyraźnych objawow gęsiej skorki u miejscowych utwierdzil mnie w przekonaniu ze to jednak specjalnie dostosowana rasa do tutejszych warunkow pogodowych.



Dzis jedziemy na klify do Howth. Troche mamy pietra bo 3 dni temu w Bray zaledwie 2 minutowy pobyt na plazy wysłal nas w podskokach z powrotem do domu, na dzis mamy zaplanowany 2h spacer. Wiec okutani w gruba kurtki szaliki czapki dzielnie ruszamy (jest dopiero maj). Dojazd jest z samego Dublina komunikacja miejska wiec nie ma sensu kupowac zorganizowanej wycieczki, która połowe czas spędzi w zaprzyjanizonej restauracji w wielkim nigdzie. 3 dni w Irlandii mogą oznaczać zmianę pory roku i tak było w naszym przypadku, wiec cale ciepłe odzienie stało się zbędnym balstem, mielismy upal sięgający 22C który w połaczeniem z brakiem wiatru sprawiał wrażenie że jest ciepło. Autobus wywiózł nas niemal na szyt wzgorza z którego rozpościerał się widok na Dublin w oddali i pobliską latarnie morską, która jednak był zamknieta. Po drodze jest piękna plaża otoczona z 3ch stron stromymi klifami jednak dostepna dla w miare sprawnych turystow nawet z malymi dziecmi, brak czasu i plany na Malahide tego samego dnia zmusily nas do kontynuacji wycieczki brzegiem klifu. Wikoki zaparwde wypasione, zieloe klify porośnięte gestymi kwitnącymi na żółto krzakami.



Ku mojemu zaskoczeniu w tej szerokości geograficznej granatowy ocean dawaly bajońskie widoki które napawaly nas radością. Turystow na slaku nie było wieku po 1.5h trasie która obfotografowaliśmy jak panne młoda dotarliśmy do Howth od strony portu. Zaskakujące jest ze w tak zimnym wietrznym klimacie Irlandczycy na potęgę sadza palmy przy swoich domach. Nie są one tak okazałe jak na Bahamach ale przezywaja zimę która to z żadka raczy temperaturami poniżej zera. Palmy w na 50tym rownoloezniku wyglądają zaiste out of place.



Kolejny dzien udaliśmy się do Powerscours po dlugich deagacjach czy jechac zorganizowanie zdecydowaliśmy się skorzystac z komunikacji miejskiej jako ze jest on dosc dobrze skomunikowany z Dubline. Najpierw DART (kolejna miejsca do Bray) mijscowosc morska na południe od Dublina potem spod samego dworca autobusem lokalnym kilka przystanow przez malownicze misteczko Az do bram posiadmosci skad maly spacer do samych ogrodow. Sceneria spaceru dodam urzekajaca wokol trasy gleboko zielone wzgorza Wilkow porosiete wielkimi starymi drzewami.



Za zasługi dla korony Brytyjskiej Richard Wingfield dostal tytul szlachecki i jako skromny dodatek piekna posiadłość w gorach Wicklow znana dzis wlasnie jako Powerscourt pozostala ona w rekach redziny przez 350lat. Na polnoc od domu znajduja się ogrody a na południe tarasy, kaskady i na samym dole ogrody japońskie i sadzawka.



Na terenie posiadłości znajduje się tez ogrod ogrodzony wysokim kilkumetrowym murem z wielka brama, czy to Tajemniczy ogrod znany w noweli ? Ogrody i posadlosc były rozbudowayane i wzbogacany o kolejne dodatki az do 1961 roku gdy to posadlosc zmienila właściciela i przeszla w rece rodziny Slazenger. Posiadmosc tez miesci nawiekszy psi cmentarz w Irlandii. W 1974 roku posiadłość spłonęła, dopiero 1996 roku zostala odrestaurowana do dawnej switnosci i dzis tu odbywaja się najbardziej prestiżowe obiady wesela i inne uroczystości w Irlandii.



Widok na dom z dołu zza wodospadu, po prawej stronie mieszczą się nie widoczne na zdjęciu przepiękne japońskie ogrody.



W odległości 6km znajduje się najwyższy wodospad na wyspie 121 m. Niestety żaden bus tam nie jezdzi, jedyna opcja to taxi albo spacer z Powerscourt. Z braku czasu zdecydowaliśmy się na taxi. Decyzja sluszna gdy droga naparwde skomplikowana i za Chiny ludowe byśmy tam nie trafili, kreta waska bardzo niebezpieczna szczególnie o zmroku i nie oznakowana, niestety jak każdy miecz i ten miał swój drugi koniec, taxiarz pomimo ze z pozoru przyjacielski chatty fellow z cool akcentem, obiecal na 20minut pobytu nad samym wodospadem wyłączyć licznik tego nie zrobil i zmiast obiecanych 15E zapłaciliśmy 43Euro (gdzieś w drodze powrotnej obiecal pojechac na skroty i obwiozl nas po wszystkich okolicznych wioskach). Sam wodospad bardzo malowniczy wokół piekne zgorza idealne miejsce na piknik gdyby nie to ze niedostępne dla turystow, coz super atrakcja dla tych którzy maja w IE swój własny samochod najlepiej z GPS inaczej ciezko widze tu trafic.


 



Podstrona zostala odwiedzona 8900 razy od 6tyGrudnia 2009